Elle kupiłam zaraz po przyjeździe kiedy musiałam rozmienić pieniądze na bilet przyznaję się, że kupiłam ją ze względu na okładkę, ale nie chodziło tylko o zdjęcie, ale też o matowy, przyjemny w dotyku papier. Taką samą matową okładkę miał jeszcze
boligliv, ale ten został już na półce. Po przyjrzeniu się, środek Elle wyglądał jednak nieco znajomo dwa mieszkania już wcześniej widziałam na różnych blogach, a to ostatnie sama kiedyś pokazałam
tutaj, przez co potem trochę żałowałam zakupu, ale Elle to dla mnie jeden z tych gazet, którą lubię przywozić z różnych krajów, porównywać ze sobą no i cóż potem ładnie wygląda na półce...